czwartek Sierpień 25th 2016

Ciekawe strony

Treści własne

Archiwa

ZAWIESZENIE

Blog z przyczyn wakacyjnej zostanie zawieszony między 3 a 12 lipca

Kelnerka cz.2

Adam uważnie rozejrzał się po chłodni. Byłoby to zwykłe pomieszczenie, jak co dzień, gdyby nie kilka szczegółów. Kręcąca się ekipa policji i Kryminalnych, a także trup młodej kobiety, której krew była na całej podłodze.

-Jak zginęła?- zapytał Arek patologa, który powoli zaczął składać swój sprzęt.

-Sprawca zasztyletował ją. Śmierć na miejscu- odpowiedział i wstał.- Reszta po sekcji.

Klasyczny tekst patologa zwiastował tylko jedno: trzeba zacząć śledztwo wskazujące mordercę młodej kobiety. Arek wyprostował się. Nie pracował jeszcze za długo w wydziale Kryminalnym. Fakt widział już głowę w plecaku, ale to było odrębne od tamtego. Tutaj ofiarą była studentka, młoda i pełna energii do życia dziewczyna.

-Nazywała się Oliwia Jakubowska. Uczęszczała tu na praktyki. Miała dwadzieścia lat- powiedziała Basia znad dowodu osobistego.

Właśnie takie sprawy są brutalne. Kiedy ginie ktoś za młody na śmierć, bo jego morderca w przypływie szału, albo ze swoich innych urojeń zabiera w nim ten płomyk życia.

-Basia i Arek przepytacie ludzi w tej knajpce– powiedział Adam odwracając się od czarnej folii.

W Adama Zawadę ta sprawa też uderzyła. Nie powinny ginąć tak młode osoby.

-Jasne- powiedziała podkomisarz Storosz zdejmując białe rękawiczki.

-Zuzia i Szczepan- Adam zwrócił się do aspirantów.- Pojedziecie do szkoły i popytacie znajomych i nauczycieli.

Aspiranci zdjęli rękawiczki i wyszli z chłodni.

-Marek i Wiktoria zawiadomicie rodziców. Ja jadę na komendę poszperać w bazie.

Każdy rozszedł się do swojej pracy. Śledztwo zostało rozpoczęte.

***

Podkomisarze skończyli przesłuchiwać osoby w restauracji. Klasyczny epitet można tutaj dać: nikt nic nie wie. W każdej sprawie tak jest.

-Kilka kelnerek mogę zrozumieć, że nic nie wiedzą, bo obsługiwały gości. Ale kucharzy i reszty już nie- mruknął Arek otwierając srebrną toyotę.

Basia westchnęła i poprawiła włosy, które rozwiał wiatr od strony Wisły. Sprawa zaczynała się jak każda: od setek niewiadomych.

-Jedziemy na komendę. Może reszta coś ma- powiedziała Basia wsiadając do samochodu.

Czerwiec miał być upalny, a jak zwykle wyszło przy polskiej pogodzie. Zimno i deszczowo,  że zamiast bluzek na ramiączek zakładało się kurtki przeciw deszczowe. A każdy już marzy o ciepłym lecie. Pewnie jak zwykle na marzeniach się skończy.

-Miejmy nadzieję- odpowiedział Arek zapalając silnik samochodu.

***

-Macie coś?- zapytał Adam stawiając na biurku parujący kubek kawy.

-Nie- westchnął Arek zdejmując niebieską kurtkę i wieszając ją na wieszaku.

Basia Storosz usiadła za swoim biurkiem. Gdzieś musiał być haczyk. Tam jest jakaś zmowa milczenia wśród pracowników. Każdy stwierdził jedno: miła i sympatyczna dziewczyna. Nikt więcej nic nie wiedział, nawet ten który znał ją trochę bliżej.

-Panie komisarzu, zgłosiła się do nas jakaś dziewczyna i mówi że ma ważne informacje- do kanciapy zajrzał dyżurny Cieślicki.

Wszyscy kryminalni rozejrzeli się po sobie zdziwieni. Nikogo, by się nie spodziewali.

-Zaprowadź ją do pokoju przesłuchań- powiedział odstawiając teczkę.

Dyżurny wyszedł z kanciapy.

-Chodźcie. Zobaczymy o co chodzi- rzucił komisarz Zawada wychodząc, a za nim podkomisarze.

***

-Ale to nie możliwe. To po prostu niemożliwe – załkała matka Oliwi.

Pan Jakubowski przytulił do siebie rozpłakaną żonę. Sam jednak nie ukrywał łez. To jest najgorsze dla rodzica. Śmierć jedynego dziecka. Aspirant Mazur obiecała sobie w duchu, że odnajdzie mordercę. Tak, żeby można mu było wymierzyć sprawiedliwość.

-Czy Oliwia miała jakiś wrogów?- zapytała Wiktoria wbijając wzrok w podłogę.

-Nie, a przynajmniej nic nie mówiła – odpowiedział ojciec.

-A problemy w szkole na przykład?- tym razem zadał pytanie Marek.

Ojciec pokręcił przecząco głową.

***

-Oliwia była sympatyczną dziewczyną. Dobrze się uczyła, ale ostatnio miała problemy ze swoim chłopakiem- odpowiedziała na pytanie aspirant Ostrowskiej Ilona Garbarczyk przyjaciółka ofiary.

-Jakie?- zapytała zaintrygowana Zuzia.

-Tadek był strasznie zazdrosny o Oliwię. Nawet po zerwaniu. Kilka razy pobił Antka, nowego chłopaka. Chyba już nawet narzeczonego.

-Wiesz,  czy dzisiaj jest w szkole?

-Tadka nie ma pewnie znowu wagaruje. Antek jest. Pójść po niego?

-Jeśli możesz. Powiedz jeszcze jedno. Gdzie mieszka były Oliwi?

Jedynym podejrzanym jak na razie wydawał się Tadeusz Pliński były ofiary. Skoro był zazdrosny na każdym kroku to dlaczego nie?

-Tadek mieszka chyba na Okopowej 40, ale pewna nie jestem trzeba zapytać się naszego wychowawcy.

***

-Chcę powiedzieć coś innego od tego co powiedziałam tamtym policjantom- powiedziała Jagoda Wardas, kiedy komisarz Zawada wszedł do pokoju.

Jagoda była wysoką brunetką o hipnotyzujących brązowych oczach. Pracowała jako kelnerka w feralnej restauracji, gdzie dokonano morderstwa.

-To słucham- powiedział Adam siadając naprzeciwko i włączając dyktafon.

-Nasz szef nachodził Oliwię. Nachodził to nie te słowo. On ją molestował. Wpadła mu w oko. Nie zwracał uwagi na to, że jego żona może się dowiedzieć czy narzeczony Oliwki. Potem ją straszył, że nie wolno jej nic nikomu powiedzieć. Często do mnie przychodziła wypłakując się, że nie wie co ma zrobić.

-Dlaczego pani wcześniej nie powiedziała?

-Nikt, by panu nie powiedział. Pracuję w tej restauracji od dwóch lat. Rok temu była Anita, ale ona nie wytrzymała i odeszła. Zabronił komukolwiek o tym mówić. O sytuacji Oliwi też nie. Inaczej wyrzucał z pracy i robił taką opinię, że nigdzie by się pracy nie znalazło. Każdy wolał milczeć.

-Czemu pani jednak się zdecydowała?

Basia wyłączyła mikrofon po drugiej stronie lustra. W takiej sytuacji już nie było nic dziwne dlaczego nikt nic nie powiedział.

-Myślisz, że to on?- zapytał Arek schodząc z parapetu.

-Myślę, że nie myślę. Sama nie wiem co o tym sądzić.

-Dziwne, że ona zaczęła mówić.

-Może już nie mogła tego wytrzymać.

Komisarz wyszedł z pokoju do swoich podopiecznych.

-I co o tym sądzicie?- zapytał odbierając kubek kawy z rąk Basi.

Podkomisarz przyzwyczaiła się do tego, więc nie robiła z tego wyrzutów. Adam czy Marek zawsze tak robili.

-Kłamać to może nie kłamie – odpowiedział podkomisarz.- Ale jest coś dziwnego.

-Też sądzę że pewnie nie kłamię, ale właśnie o co dokładnie chodzi też nie wiem. Mam jakieś dziwne przeczucie – dodała swoją opinię Basia.

-Arek pochodzisz za nią. Ona coś ukrywa.

-Jasne – potwierdził Arek.

 

*******************************************************

 

Przepraszam za tak długą nieobecność.  Koniec roku to i testy na każdym kroku przez co niestety musiałam się wyłączyć z blogowania. Wszystkie opowiadania nadrobię.

Pozdrawiam.

Nowy zakręt cz. 6/ Kelnerka

Nowy Zakręt/Kelnerka

 

-Jezu jaka rudera- mruknął Arek wysiadając z samochodu.

Budynek już na pierwszy rzut oka musiał mieć więcej jak 60 lat i powoli zaczął się rozpadać. Tam, gdzie okna jeszcze stały na swoim miejscu rolę firanek pełniły gazety. To właśnie tutaj mieszkała Kamila Jezierska córka Tymoteusza i Danuty. Ojciec wyrzucił ją dwa lata temu z domu. Zaszła w ciążę ze swoim chłopakiem w wieku 16 lat.

-A co? Boisz się pobrudzić rączki?- zaśmiał się Marek zamykając pilocikiem samochód.

-Ja?- zapytał Arek otwierając drzwi na klatkę schodową. Przepuścił mnie, a ja prawie przewróciłam się od zapachu pleśni i alkoholu. Rozejrzałam się wokół. Na ścianach była pleśń i wilgoć, a farba i tynk odpadały. Po ziemi walały się puste butelki po piwie. Doskonałe miejsce do wychowywania dziecka.

-I ona tutaj wychowuje dziecko?- zapytałam zdzwiona wchodząc na pół piętro.

-Te schody się praktycznie zapadają- mruknął Marek wchodząc wyżej.

-A ja zawsze marudziłem, że nie mam gdzie spać. Klatka wygląda jak po imprezie mojego ojca- rzucił Arek z pierwszego piętra stając przed drzwiami mieszkania numer 10. Jeśli ledwo trzymające się deskę można nazwać drzwiami.

-Nie miałeś, gdzie spać?- zapytałam wbiegając po schodach, które pode mną niemiłosiernie skrzypiały.

-Jak przyjeżdżało co miesiąc wujostwo i robili imprezy to nie. Jeśli już to na strychu.

Marek delikatnie zapukał do drzwi. Położyłam palec na ustach chcąc powiedzieć, że ja będę mówiła. Kiwnęli głową i przesunęli się w kierunku ściany.

-Kto tam?- zapytał damski głos zza drzwi.

-Policja. Chciałabym porozmawiać- powiedziałam spokojnie by jej nie spłoszyć. Pewnie i tak nie przejmie się śmiercią rodziców.

Drzwi się otworzyły. Stanęła w nich chuda osiemnastolatka z dużymi niebieskimi oczami i brudnymi czarnymi włosami. Cienie pod oczami były świadectwem, że musiała zarwać parę nocy. Ubrana była w brudny dres, który dopełniał obraz nędzy i rozpaczy.

-Proszę wejść. Pani koledzy też- przepuściła nas do środka.

Weszliśmy do mieszkania. Instynktownie rozejrzałam się wokół

Tutaj było lepiej niż na klatce. Nie było butelek po piwie. W salonie na podłodze bawiło się małe dziecko. Kiedy nas zobaczyło szybko podbiegło do swojej mamy.

-Kto to?- zapytał maluch.

-Jasiu idź się grzecznie jeszcze pobaw.

Jasiu spełnił polecenie matki i pobiegł do pokoju.

-O co chodzi? Wiem, że mój ojciec nie żyje ale nie miałam z nim kontaktu odkąd mnie wyrzucił z domu- powiedziała, a ja rzuciłam okiem na salon. Nie było tam telewizora, więc skąd ona wie?

-Skąd pani wie, że ojciec nie żyje?- zapytałam.

-Z gazety. Wszystkie o tym trąbią.

Kamila wzruszyła ramionami i rzuciła okiem na grzecznie bawiące się dziecko.

Fakt faktem jest to, że faktycznie wszystkie gazety pisały o dwóch brutalnych morderstwach. Jednak w tym wypadku kłamała.

-My nie w tej sprawie- zastrzegł Arek.

-Pani matka nie żyje. Popełniła samobójstwo- powiedział Marek prosto z mostu.

Kamila oparła się o ścianę. Łzy momentalnie napełniły oczy.

-Mama?- do kobiety podbiegł jej synek.- So sie stalo? Zie babca?

Kamila wzięła go na ręce. Spojrzałam na Marka zawistnym wzrokiem. Akurat Arek w tym samym momencie.

Malec pytał o babcię. To znaczy, że Danuta Jezierska odwiedzała córkę?

-Babcia na razie nie przyjedzie. Idź się pobaw- puściła chłopca, a on pobiegł do salonu.- Boże, przecież mama mi nie mówiła że ma jakieś problemy.

-Miały panie kontakt?- zapytał Arek.

-Mama dwa lata temu wstawiła się za mną, żeby mnie ojciec nie wyrzucał. Potem dawała pieniądze, pomagała przy synku.

Zadzwonił telefon Marka. Przeprosił i wyszedł z mieszkania.

-A miała jakieś problemy?- zapytałam.

-Nie. Załamała się po śmierci ojca.

-Kiedy z nią się ostatnio pani spotkała z mamą?- tym razem zadał pytanie Arek.

-Wczoraj rano. Spotkała się z Jasiem. Powiedziała, że ma dość.

Arek oparł się o ścianę, a Marek wrócił do mieszkania. Spojrzał badawczo na chłopaka. Męska konspiracja. Nie chcą nic powiedzieć.

-Nie zdziwiła to pani?- zapytałam.

-Teraz jak na to patrzę to tak. Wtedy nie. Boże byłam taka głupia. Mogłam ją zatrzymać.

Arek wyszła

-Dziękujemy. Jak, by pani sobie coś przypomniała- Marek podał jej swoją wizytówkę.

-Wiem. Mam telefon. Zadzwonię jakbym sobie cokolwiek przypomniała. Warto też prześwietlić mojego brata.

-Brata?- zapytał Marek.

-Piotr. To on nakłaniał ojca, by mnie wyrzucić. Mama mówiła, że rok temu wyjechał do Hiszpani. Więcej nie wiem.

Kiwnęłam głową. Marek wyszedł z mieszkania.

-Bardzo mi przykro- powiedziałam na odchodnym i wyszłam.

Zbiegłam po schodach. Jestem pewna, że Kamila nie zmusiła matki do samobójstwa.

Wyszłam na zewnątrz i odetchnęłam świeższym powietrzem.

Arek i Marek stali koło srebrnej toyoty. Kłócili się o jakieś leki. Podeszłam do nich. Nawet mnie nie zauważyli.

-Arek jesteś nieodpowiedzialny! Lekarz ci przypisał takie leki?!- krzyknął Marek machając jakimiś tabletkami.

-Nie, nie przepisał. Zrozum Marek, że dzięki temu lepiej się czuję. Po myśl sobie, że to nie tobie brat spieprzył życie.

-Wracając do tematu….

-Zaufaj mi ten jeden raz- powiedział Arek wyrywając Markowi tabletki.

-Zapaść?- powiedziałam nie mogąc dłużej wytrzymać. Spojrzeli na mnie zdziwieni, a Arek szybko schował leki.

-Ile słyszałaś?- zapytał Marek.

-Chyba większość. Arek czemu nic nie powiedziałeś?

-Nie miałem po co.

-Co sądzicie o Kamili Jezierskiej?- zmienił temat Marek. Znowu nie chcą nic powiedzieć? Zmieniają temat. Konspiracja zakichana.

-Mówi prawdę- powiedziałam.

-Coś ukrywa- wypalił Arek patrząc w okno Jezierskiej.- Ale to są tylko moje przypuszczenia.

-Grodzki dzwonił. Chce nam coś przekazać- przerwał naszą dyskusję Marek otwierając toyotę.

 

***

 

-Chcesz teraz oddać tą sprawę Archiwum X?- zapytałem zdzwiony.

-Wiem, Adasiu, że ty byś rozwiązał tą sprawę. Pomyśl tylko logicznie. Podejrzanych nie ma, Ceglińskiego nie ma- powiedział po raz kolejny Rysiek.

Wiktoria podała mi jedną kawę, a drugą podała inspektorowi. Sama zrobiła sobie herbatę i usiadła za swoim biurkiem.

-Może wujku masz rację. Sprawa jest dość nietypowa. Dwa brutalne morderstwa i samobójstwo żony jednej z ofiar. Nic się nie klei.

-Ściągaj ludzi i oddajemy śledztwo- zakończył Rysiek i wyszedł.

-Zadzwonię po Szczepana i Zuzię- stwierdziła Wiki wstając.

Zabrała komórkę z biurka i wyszła z kanciapy, gdzie wrócili Marek i Basia.

-No co jest?- zapytał Marek siadając na swoim biurku.

Basia zabrała mi z ręki kawę. Uśmiechnęła się i usiadła przy swoim biurku po drodze zdejmując jeansową kurtkę.

-Gdzie Arek?

-Co ja?- zapytał Błaszczyk wchodząc.- Zagadałem się z Lusią, przepraszam.

-Szczepan i Zuzia już…… no powiedzmy, że jedno idzie drugie jedzie- wyjaśniła Wiktoria wracając do kanciapy.

Basia przewróciła oczami i głęboko westchnęła.

Wiktoria usiadłam za biurkiem i rzuciła telefon na akta.

-Nie będę owijał w bawełnę. Grodzki oddaję sprawę Archiwum X- powiedziałem bez ogródek opierając się o kserokopiarkę.

-Czemu?- zapytała zdzwiona Basia.

-Cegliński nie żyje i nie mamy żadnych śladów. Śledztwo trzeba zamknąć z powodu braku dowodów- powiedziałem.

-Dalibyśmy sobie radę. Nigdy się Adam nie poddawałeś- nie dowierzał Marek.

-To decyzja mojego wujka. Też uważam, że dalibyśmy sobie radę- rzekła sfrustrowana Wiktoria.

-Koniec dyskusji. Oddajemy sprawę- zakończyłem ich wymianę zdań.

Też sądzę, że wkońcu udałoby nam się rozwiązać sprawę. Musi być jakiś punkt zaczepienia. Coś co przeoczyliśmy. Szkoda, że nie wiadomo co.

-Czyli dzisiaj koniec pracy?- zapytała Basia

-Pod telefonem macie być.

 

***

 

Po pracy poszłam z Wiktorią i Danielem na Starówkę. Nie byli jeszcze parą i nie okazywali sobie czułości, więc się zgodziłam.

Usiedliśmy w restauracji ,,Bazyliszek”, po krótkim spacerku. Daniel zamówił nam kawę.

-A jak u ciebie i Marka?- zapytała pochylając się nad stołem Wiktoria, kiedy Daniel wyszedł zadzwonić.

-On chyba nie traktuje naszego związku poważnie- westchnęłam.

-Czemu tak sądzisz?

-Unika mnie, jest jakiś nieobecny. Ja rozumiem, że Patrycja chce mu zabrać syna, ale bez przesady.

-A może on ma kogoś?

-Ee, przestań.

Jednak wzięłam na poważnie słowa Wiktori. Marek był jakiś dziwny. Ale czy mógł mnie zdradzić? Przede mną miał wiele kobiet, niekiedy które zdradzał.

-Ratunku!- z zaplecza wybiegła kelnerka restauracji.

Była cała roztrzęsiona i płakała. Coś musiało ją wystraszyć.

Zerwałyśmy się z Wiktorią z miejsca i podbiegłyśmy do niej.

-Co się stało?- zapytałam odsuwając krzesło, by mogła usiąść.

-Tam na zapleczu- powiedziała w miarę spokojnie i znów zaczęła płakać.

Wiktoria wyjęła broń z kabury i po cichu weszła do środka. Po chwili wróciła.

-Baśka dzwoń po Adama- rozkazała.- Morderstwo.

 

*********

 

Jak widzicie są duże zmiany na blogu. Zmieniłam pseudonim i domenę z powodu rewolucji jaka była w moim życiu.

Nie było też długo rozdziałów. Nauczyciele na koniec roku codziennie robią nam testy i kartkówki. Nie miałam też dostępu do Internetu. Udało mi się znaleźć czas i wstawiam. Przepraszam za takie opóźnienie.

Nowy Zakręt cz. 5

Warszawa z dnia na dzień stawała się dla mnie coraz bardziej mroczna.  Bałam się nowego dnia. Sprawa, którą teraz prowadzimy jest dziwna. Dwa zbezczeszczone trupy czterdziestoletnich mężczyzn i kobieta która popełniła samobójstwo. Zawsze sądziłam, że znam Warszawę. Teraz zaczynam wątpić. Ale przecież każde miasto ma swoją mroczną stronę.

Mimo, że mamy maj było zimno.  Środek maja, a wiatr wieje jak szalony.  Nic nie jest przyjemne. Nawet siedzenie w domu z Kodżakiem.  Żyć nie umierać.

Wszystko w moim życiu prywatnym sypie. Marek jest coraz bardziej tajemniczy. Rozumiem, że Inka wyjechała, a Patrycja zamierza drogą sądową odebrać Krzysia. Matka od sześciu boleści.  Po pięciu latach wraca ni z tego ni z owego. Obiecałam pomóc Markowi. Jednak potem zmienił się.

Wysiadłam z metra. Ciekawe co dzisiaj dojdzie do śledztwa.  Zaczyna mnie denerwować to wszystko. Po śledztwie wezmę dwa tygodnie wolnego i odpocznę. Może pojadę do domu? To chyba dobry pomysł.

Wbiegłam po schodach na górę. Muszę choć raz na chwilę wyłączyć myślenie, bo wpadnę w depresję.  Rzuciłam okiem na zegarek i pobiegłam w kierunku białego budynku komendy stołecznej. Pora rozpocząć dzień pracy.

-Baśka, poczekaj!- ktoś krzyknął za mną, zanim zdążyłam wejść do środka.

Odwróciłam się. Z niebieskiej hondy wysiadła Wiktoria. Pomachała do kogoś i zatrzasnęła drzwi.

-Cześć- przywitałam się, wchodząc na stopień komendy.

-Cześć. Już myślałam, że się spóźnię. Na szczęście Daniel mnie podwiózł.

-Widzę, że się zakochałaś i to naprawdę poważnie. Chodź, bo naprawdę się spóźnimy.

-A która godzina?

Wyciągnęłam telefon z kieszeni kurtki i spojrzałam na wyświetlacz, po czym z powrotem go schowałam.

-Siódma pięćdziesiąt- powiedziałam i otworzyłam drzwi od komendy.

Wiktoria kiwnęła głową i weszła za mną do środka. Bądź co bądź jesteśmy pod komendą, a Adam z Markiem i Arkiem zapewne się spóźnią więc nie ma się gdzie spieszyć.

Wpisałam kod do drzwi i weszłyśmy do środka. Na korytarzu minęłyśmy Zuzię i Szczepan, którzy zawzięcie o czymś dyskutowali. Ostatnio zauważyłam, że między nimi dzieję się coś niedobrego. Szczepan i Zuzia wyglądali na naprawdę zakochanych. Więc czemu to skończyło się z dnia na dzień? Nie lubię się mieszać w czyjeś sprawy miłosne, więc im nie pomogę.

Zdziwiłam się słysząc rozmowę z kanciapy. Wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenie z Wiktorią i weszłyśmy do środka.

-Cześć- przywitał się Arek odrywając wzrok od komputera.

-Tym razem się nie spóźniliśmy- zaśmiał się Marek.- Od rana tu siedzę. Coś mi nie pasowało.

-Według Marka to Jezierska i Gabrielska zabiły swoich mężów. Jezierska tydzień była we Wrocławiu, a Gabrielska w Krakowie- opowiedział Arek odchylając się na obrotowym krześle.

-Zaprosiłem ją dzisiaj. Muszę jeszcze trochę popytać.

Zdjęłam kurtkę i usiadłam za biurkiem. Faktycznie Jezierska musiała coś wiedzieć, albo czegoś się dowiedzieć, że postanowiła się powiesić. Przecież to była trzydziestoletnia, atrakcyjna kobieta. Każdy, by się z nią zapewne ożenił.

-Prosiliście mnie- do kanciapy weszła Hanna Gabrielska.

Chyba zapomniałą już o żałobie. Albo była na pokaz. Dzisiaj czarne włosy były pewnie zaraz po fryzjerze, paznokcie miały krwistoczerwony kolor… co mówić wyglądała jak ladacznica. No tak Gabrielski  wziął o pół wieku młodszą żonę, czyli była w moim wieku.

-Co pani robiła w Krakowie 22 maja?- zapytał od razu Marek.

-Byłam u rodziny- stwierdziła.

-A czy to prawda, że pani kłóciła się z mężem?- tym razem zadał pytanie Arek, wstając z krzesła.

-Jak chyba w każdym małżeństwie. To wszystko? Mam umówioną wizytę w SPA.

-Ile pani dostała pieniędzy z ubezpieczenia?

-Milion złoty i trochę w spadku. Coś jeszcze?

-Dziękuje.

Hanna odwróciła się i kołysząc biodrami wyszła z kanciapy. Adam, który akurat wchodził odwrócił się zniesmaczony.

-Po co ona tu przyszła?- zapytał Adam zdejmując kurtkę i siadając za swoim biurkiem.

-Dostała milion złoty z ubezpieczenie, a w spadku, jak sprawdziłem, dwa domy, mieszkanie, trzy samochody i dwa miliony złoty- opowiedział Marek .

-I kłóciła się z mężem- dodał Arek.- Jej brat raz go pobił.

-Czyli na śmierci męża zyskała- stwierdził Adam.

-I to sporo.

-Idźmy tym tropem.

-Wiecie co mamy problem- do sekcji weszła zdenerwowana  Zuzia.

-No co jest?- zapytał Adam.

-Cegliński został znaleziony martwy.

-Coś się sypie.

-I to bardzo- powiedziałam stawiając kawę Markowi, Adamowi i Wiki. Arkowi podałam herbatę.

-Trzeba przesłuchać brata Hanny Gabrielskiej.  Jak zginął Cegliński?

-Ktoś uderzył go w czaszkę.

-Jezierska i Cegliński. Po co zginęli? Hanna nie byłaby tak wyrachowana.

-Nigdy nic nie wiadomo.

Nowy zakręt cz. 4

***

Dzisiaj jak zawsze przyszłam wcześniej. Poukładałam akta i przejrzałam raporty. Do kogo należy drugie ciało? Na pewno nikt go nie rozpozna, więc może to przyjaciel rodziny? I czy to naprawdę Walenty Cegliński jest mordercą? Oparłam się o ścianę i obserwowałam wejście do komendy.  Zdziwiło mnie widok Wiki wychodzącej z nieswojego auta.
-Cześć- przywitała się zdejmując płaszcz.
-Kto to?- zapytałam ciekawa odchodząc od okna.
-Ale kto?
-Ten kto cię podwiózł- przewróciłam oczami.
-Daniel, mój kolega. Przyjechał na chwilę do Warszawy.
-Przystojny?- zapytałam parząc kawę. Wiktoria nie zdążyła odpowiedzieć, kiedy do sekcji wszedł Arek.-Kawy?
-Ja poproszę- powiedziała Wiktoria siadając za biurkiem.
-Nie piję- rzucił Arek siadając.
-Właśnie widzę, że od trzech dni nie pijesz. Herbaty w takim układzie?
-Jeśli jest- burknął.
-Wczoraj rozmawiałem z Jezierską- zawiadomił nas Adam, wchodząc do sekcji.- Drugą ofiarą może być Franciszek Gabrielski. Jego żonę poprosiłem na komendę. Może jeszcze dzisiaj będzie.
-Przesłucham ją- zgłosił się Arek.
-Jak tak bardzo chcesz. Gdzie Marek?- zapytał Adam odbierając ode mnie kawę.
-Inkę miał odwieść na lotnisko- odpowiedziałam podając Arkowi herbatę, a Wiktori kawę. Sama usiadłam za biurkiem.
-To już dzisiaj?
-No, dzisiaj o 11 ma samolot.
-A z policji zrezygnowała?- zapytała Zuzia.
-Francuski i angielski zna, więc może tam będzie pracować- powiedziałam.

***

-Nie zmienisz zdania?- zapytała mama.
Inka wyciągnęła rączkę z walizkę i pocałowała mamę i tatę w policzek.
-Chcę zacząć nowe życie we Francji- powiedziała pewnie.
Założyłem drugą walizkę na ramię i otworzyłem drzwi.
-Ciociu naprawdę nie będziemy chodzić na ciastka?- zapytał Krzysiu z ponurą miną.
Inka podała mi walizkę i klęknęła przy Krzysiu.
-Niestety nie. Na razie . Niedługo znów się spotkamy- pocałowała go w policzek i wyprostowała się.
-Idziemy?- zapytałem.
-Oczywiście. Do zobaczenia!- powiedziała poprawiając kucyka.

***

-Kto to ten Daniel?- zapytała ciekawie Zuzia, kiedy zostalyśmy same. Arek poszedł przesłuchać Hannę Gabrielską.
-Mój były przyjaciel. Kiedyś na niby byliśmy parą- wyjaśniła Wiktoria.
-Cześć- przywitał się Marek wchodząc i zdejmując kurtkę.-Gdzie Arek?
-Przesłuchuje Hannę Gabrielską- odpowiedziałam, a Marek pocałował mnie w policzek.
-Idę tam spojrzeć.
-Nie musisz. Dumicz tam jest i szlag go, kurka, trafia- do sekcji wszedł Szczepan.
-Co się stało?- zapytałam.
-Gabrielska podejrzewa brata swojego męża, a do tego znała osobiście Walentego Ceglińskiego. Kilka dni przed zabójstwem jakie dokonał Walenty pokłócili się. Groził mu brutalną śmiercią- odpowiedział Szczepan.- Arka też to wszystko zaczyna wkurzać. Sama Gabrielska coś, kurka, kręci.
-Idę mu pomóc- Marek poderwał się z miejsca i wyszedł z kanciapy.

***

-Ale ja nie pamiętam o której dokładnie wyszedł mój mąż- zapłakała żona ofiary.
-Proszę pani, a co pani wtedy robiła?- zapytał w miarę spokojnie Arek, a ja wszedłem do środka.
-Nie pamiętam.
Arek poderwał się z krzesła i podszedł do lustra.
-Nie mamy podstaw do zatrzymania pani. Jest pani wolna- odezwał się prokurator, a pani Gabrielska wstała z krzesła.
-Do widzenia- rzuciła i wyszła.
-Sporządzicie raport. Chciałbym jeszcze dzisiaj go widzieć- odpowiedział Dumicz i wyszedł.
Mimochodem spojrzałem na Arka, który za jednym razem wypił całą wodę.
-Wszystko okay?- zapytałem, a Arek kiwnął głową mimo iż był cały blady.
-Siadaj- rozkazałem, a Błaszczyk spełnił rozkaz.
-Wojtek spieprzył mi całe życie- mruknął.
-Lepiej?
-Tak. W ogóle o co chodzi w tej całej sprawie?
-Chłopaki patrzcie co… Arek? Co tu się dzieję?- do pokoju weszła Zuzia z jakimiś papierami.
-Nic. Co to?- zapytał Arek.
Zuzia dotknęła czoła Arka.
-Masz gorączkę, na pewno wszystko okay?- zapytała.
-Co to?-zapytałem zmieniając temat.
Arek odetchnął głęboko.
-Bilingi ofiar. Jezierski kilka razy dzwoniła do numeru, który namierzamy. O dziwo Gabrielski na ten sam numer również dzwonił. Oboje przed zaginięciem-  .opowiedziała Zuzia podając mi kartki.-Grodzki cię prosi, Arek.
Zuzia wyszła, a ja rzuciłem okiem na bilingi.
-Mogłeś tak szybko nie stawać- wyrzuciłem mu.
-Dasz już spokój?- warknął wstając.
-Czemu cię Grodzki prosi?
-Pewnie w związku z tym przeniesieniem. Dowiem się to ci powiem.

***

-Zrobiliscie raport?- zapytał nas Adam wychylając się ze swojego gabinetu.
-Już dawno- mruknęła Basia.
-Grodzki dał wam wolne. Tylko macie być pod telefonem.
-Ostatnio kończymy wcześniej. Co to za zasługi?- zapytał Marek.
-Zapytam się wujka- zadeklarowałam.
-Idziecie?- zapytał Adam zakładając kurtkę.
-To my z Basią już idziemy- rzucił Marek podając Storosz kurtkę.
Założyłam kurtkę. Arek był u wujka, więc nie będę im przeszkadzała.
Marek z Basią pożegnali się i wyszli.
-Cześć- pożegnałam Zuzię i Szczepana, którzy zawzięcie o czymś dyskutowali.
Wyszłam z komendy. Nigdy nie kończyliśmy o godzinie 14.
-Cześć- przywitał się Daniel podchodząc .
-Cześć. Co tu robisz?
-Chciałbym cię zaprosić do pizzerii. Tutaj jest Pizza Hut. Co ty na to?
-Okay. I tak mam wolne.

***

Zostałam sama na komendzie. Szczepan wyszedł i odwołał dzisiejszą randkę. Westchnęłam i odłożyłam akta. Czy on o nas myślał poważnie.
-Wszyscy wyszli?- zapytał zdenerwowany Adam.
-No, jak widać. Coś się stało?
-Jezierska popełniła samobójstwo.

Nowy zakręt cz. 3

***

-Mówię wam było cudownie. Szczepan ma genialne pomysły- zwierzyła się Zuzia podając nam po kubku kawy.
-To ja wam życzę dużo miłości w tym związku- odpowiedziałam.
-A co ze sprawą?- Zuzia szybko zmieniła temat.
-Mogą to być porachunki gangsterskie-wtrącił się Arek odrywając wzrok od komputera.
-A skąd ta hipoteza?- zapytałam odkładając kolejną niepotrzebną teczkę.
-Skoro Maks mówi, że ktoś strzelał w potylice jak na egzekucji.
-Tylko, że mafia zakopuje ludzi, a nie tnie na kawałki.
-A ty nie powinieneś być w domu? I co lekarz wczoraj powiedział?- zadała pytania Zuzia pstrykając długopisem. Marek oderwał wzrok od komputera i popatrzył wyczekująco na Arka.
-Nic. Sprawdzam psycholi, którzy ostatnio opuścili więzienie- wymigał się od odpowiedzi, wracając do czytania czegoś w komputerze.
-Arek, bo ja powiem- zastrzegł Marek.
-Byłeś z nim w szpitalu. Powiedz- wtrąciła się Zuzia.
Arek wstał od komputera i wyszedł z sekcji. Popatrzyłam zdezorientowana na Marka.
-W tej kawiarni i wczoraj Arek.. a zresztą sam wam powie- przerwał Marek i wyszedł z kanciapy.
-Mężczyzni, kto ich zrozumie- wywróciłam oczami.- Ej, patrzcie na to.
Wiktoria i Zuzia szybko stanęły za mną.
-Mięsiąc temu z zamkniętego zakładu psychiatrycznego uciekł Walenty Cegliński. Zamknęli go za zamordowanie własnego brata. Pociął go, a następnie zjadł. Uznali go za niepoczytalnego i zamknęli go w zakładzie psychiatrycznym- streściłam dziewczynom artykuł.
-Adam, Basia znalazła coś-krzyknęła Zuzia, a Adam podszedł za mnie.
-Pójdę zapytać o tę sprawę Dumicza. Zapewne ma te akta. Jakiś trop mamy. Brawo Basiu.

***

-I co. Już powiedziałes im?- warknął Arek, zapalają papierosa i opierając się o drzewo.
-Arek, przepraszam. Nie powinienem. Ale jeszcze nic nie wiedzą-odpowiedziałem.
-Inspektor już wie i Adam. Wystarczy. Nie musi cała komenda o tym trąbić- rzucił wypuszczając dym papierosowy.
-Nie powinieneś teraz palić.
-To była tylko zapaść nic więcej. Nie ma po co się denerwować. Wracaj do nich. Ja muszę jeszcze chwilę pomyśleć.
-Nie ma się czym denerwowa- prychnąłem.- Czy zdajesz sobie sprawę jak może skończyć dłuższa taka zapaść?
-Wiem! Nie musisz mi przypominać. Sam się z tym pogodzić, nie mogę. Grodzki jeszcze mnie przeniósł do Krakowa.
Arek westchnął i zgasił papierosa.
-Powinieneś powiedzieć chociaż Wiktori.
-Nie musi się denerwować. Idę do sklepu.
-Jak będziesz chciał sam im powiesz.
-Nie wiem, czy kiedykolwiek to zrobię.

***

-Patrząc na to wszystko trzeźwo to duże prawdopodobieństwo, że być może znaleźliście podejrzanego. Brawo- pochwalił nas prokurator.
-Ale za co?- zapytał zdziwiony Arek wchodząc z Markien.
-A ja mam panie komisarzu mam dobrą wiadomość. Wiemy, gdzie może być Cegliński- zawiadomiła Zuzia patrząc uważnie na Arka.
-Powie ktoś o co chodzi?- zapytał Arek.
-Walenty Cegliński, został zamknięty w zakładzie psychiatrycznym za zamordowanie i zbeszczenie zwłok brata- wyjaśniłam.
-Zjadł go- dodał Adam, a Arek zakrztusił się wodą.
-Co?!- zapytał.- Wojtek tak idiotycznych pomysłów nie ma. Jeszcze nie.
-Gdzie on może być?- zapytał prokurator.
-W okolicach Łomianek. Ostatni raz wczoraj go tam widzieli- wyjaśniła Zuzia.
-To jedźcie tam.

***

-W tych ruderach się ukrywa?- zapytałem zdezorientowany.
-Arek, zostajesz tutaj. Osłaniasz tyły- rozkazał mi Adam.
-Nie musimy się nawet męczyć. Na pewno go tutaj nie ma- prychnął Marek.
-Basia i Zuzia wy wchodzicie od lewej. Wiktoria…
-Idę z nią- wtrąciłem się tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-Arek na pewno?
-Nie na niby- burknąłem.
-Wiktoria i Arek wy wchodzicie od tyłu. Marek ze Szczepanem od prawej, ja od głównego wejścia. Idziemy.
Przekradliśmy się z Wiktorią na tyły budynku. Pierwsza weszła Wiktoria ja za nią. Obeszliśmy cały budynek i nic.
-Zuzka skąd wiesz, że on tutaj miał być?- zapytała sfrustrowana Basia.
-Widziano go tutaj- odpowiedziała kopiąc puste butelki po wódce.
-Pusto- powiedział Adam podchodząc do nas.
-Znowu fałszywy alarm?- jęknęła Wiktoria.
-Ktoś się z nami bawi w kotka i myszkę- stwierdziłem.
-Dziś już nic nie wymyślimy. Możecie jechać do domów. Do jutra.

***

-Opowiadaj jak się dogadujesz z Zuzią- zacząłem stawiając mu piwo.
-Aż tak, kurka, ciekawi?- zapytał upijając łyk piwa.
-Jak mam być szczery, to ja tak- odpowiedział Arek, a Lucynka doniosła mu wodę.
-Jak się dogadujemy. No, kurka, jest okay. Coś jeszcze?
-Szczepan co ci?- zapytałem.
-Do jutra- burknął wychodząc. Arek zerwał się z miejsca, jednak zaraz usiadł.
-Co go ugryzło?- zapytał.- Żadnych medycznych wyrzutów- zastrzegł.
Czyta w myślach jak nic. Albo za dobrze mnie zna.
-Sam chciałbym to wiedzieć.
-Może z Zuzią mu się nie układa. Marek nie obraź się, ale ja też już idę.

***

Po pracy jak co dzień ostatnio błąkałam się po parku. W pewnym sensie odpręża. Usiadłam na ławce. Życie jednak jest niesprawiedliwe.
-Wiktoria? Dawno się nie widzieliśmy- dosiadł się do mnie Daniel, mój dawny przyjaciel.
-Cześć. Tak się jakoś złożyło. Co cię sprowadza do Warszawy?
-Praca. Może chodźmy do tej kawiarenki?
-Z wielką chęcią. Musimy powspominać dawne czasy- zaśmiałam się wstając.
-No to super- zaśmiał się zawadiacko.

***

Podjechałem w nasze ulubione miejsce. Przyjeżdżaliśmy tutaj we trójkę, kiedy jeszcze nie było Arka i Wiktori. Można było pomyśleć.
Na razie wiem tyle, że życie mi się piepszy. Patrycja wraca po tylu latach i ni z tego ni z owego chce mieć kontakt z Krzysiem. I Lena. Kolejne dziecko. Jak ja mam to powiedzieć Basi? Milenka w dokumentach jest moją córka. Basia musi wiedzieć z kim się spotyka.
-Czasami warto pomyśleć Brodecki.

***

-A pamiętasz jak próbowałaś mnie utopić?- zapytał między salwami śmiechu Daniel podając mi frytki.
-Ja? Ty chyba nie mówisz poważnie.
-Ja zawsze jestem poważny- odpowiedział zatrzymując się.
-Przecież wiem. Łazienki są piękne.
-Nie tak piękne jak ty.
-Podrywasz mnie.
-Tak trochę.
Zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek. Muszę powiedzieć, ze dawno tak dobrze się nie bawił.

Nowy zakręt cz. 2

Czasami mam takie wrażenie jakby wszystko przysięgło się przeciwko mnie. Tata odnalazł mnie nawet tutaj. A co ja niby mam teraz zrobić?
Do tego Arek. Czy ja coś do niego czuję? Nie jestem tego pewna. Nigdy nie byłam zakochana. Przeciągnęłam się i chcąc nie chcąc usiadłam na łóżku. Zaraz jak nic ciotka wpadnie. Spojrzałam na zegarek. 15:49. Jednak wyspałam się po całonocnym szukaniu ciała. Fałszywy alarm widza telewizji, która narobiła szum wokół sprawy dwóch głów, sprawiła że nikt nie spał.
-Wiktorio Anastazjo Mazur wstajemy z łóżka- drzwi od pokoju się otworzyły i stanęła w nich ciocia.
-Już wstaje- powiedziałam spuszczając stopy na podłogę. Wstałam i przeciągnęłam się.
-Zaraz śniadanie na stole. Zaraz chcę cię widzieć przystole.
Ciocia wyszła z pokoju. Już dawno miałam się wyprowadzić. Nie wiem co mnie tu trzymało. Chyba tylko to, że tutaj byłam bezpieczna.
Wyciągnęłam jeansy, jakąś bluzkę i poszłam pod prysznic. Mam nadzieję, że ta tygodniowa cisza będzie trwać nadal.

***

-Czyli? Katarina wracasz tak nagle i co? Nie, nie będziemy razem- warknąłem, siadając na fotelu.
-Arek. Musisz i zrozumieć mnie. Ty mnie postawić przed faktem dokonanym- zaprotestowała Katarina.
-Posłuchaj. Dałaś mi do zrozumienia, że ze mną zerwałaś.
-I nie przemyśleć tego?
Zaprzeczyłem ruchem głowy. Katarina westchnęła i wstała z fotela. Założyła płaszcz.
-Być pewny?- zapytała.
-Tak. Mozesz już iść? Jestem zmęczony po rehabilitacji.
-Cześć.
Kataria wyszła z pokoju, a mi zadzwonił telefon. Adam. Koniec tygodniowego spokoju.
-Dworzec główny?- zapytałem.
-Dokładnie- odpowiedział Adam.

***

-Dwa ciała w dwóch walizkach. Jakiś psychopata- podsumował wszystko Marek.
-Szkoda, że i tym razem się nie chce wydać. Mamy rozkawałkowane ciała z Gdańska i Białegostoku- mruknął Adam.
-Arek, chodź na chwilę- do kanciapy wszedł Grodzki, a po chwili wyszedł. No ciekawa jestem co tym razem Arek zrobił.
-Co zrobiłeś?- zapytał Adam odstawiając puty kubek na swoje biurko.
Błaszczyk wstał z krzesła i wzruszył obojętnie ramionami.
-A skąd ja mam wiedzieć?- zapytał, wychodząc z kanciapy.
-Jestem jednak ciekawa co on zrobił-mruknęłam odkładając akta.
-Kurka, szefie. Albo tym razem potknął się, albo zrobił to celowo. Jednym z ciał jest zaginiony Tymoteusz Jezierski. Dało się rozpoznać przez znamie na prawym ramieniu.
-Miał rodzinę?
-Miał. Danuta Jezirska już tutaj jedzie.
-Arek ją przesłucha, bo ostatnio się leni- stwierdził Adam siadając za swoim biurkiem.
Arek przyszedł po piętnastu minutach w chwili, kiedy do sekcji weszła Danuta Jezierska.
-Pójdziesz na okazanie z panią. Potem panią przesłuchasz- rozkazał mu Adam.

****

-Jest pani pewna, że to pani mąż?- zapytał dla Arek, a ja włączyłam dyktafon.
Tak jak Marek, Arek również zamiast krzesła wybrał  parapet. Ja usiadłam na na starym krześle.
-Tak- zapłakała i wydmuchała nos.-Wszystko z panem wporządku?
Odwróciłam się i spojrzałam na Arka, który był blady jak ściana i próbował złapać dech. Poderwałam się z krzesła.
-Wszystko w porządku?- zapytałam, pomagając mu wstać z parapetu.
-Tak. Możemy kontynuować.
-Arek jedziemy do lekarza!
-Już okey- powiedziałam oddychając już normalnie. Jednak nadal był blady.
-Na pewno?- zapytałam.
-Tak. Wracając do przesłuchania. Kiedy widziała pani ostatni raz męża?
-Miesiąc temu. Wyszedł do sklepu i już ni wrócił.
Podałam Arkowi wody, jednak zauważyłam jak trzęsą mu się ręce. Podziękował i oparł się o lustro.
-Ktoś mógł mu życzyć śmierci?- zapytał.
-Arek do mnie- do pokoju zajrzał Grodzki.
Błaszczyk westchnął i wyszedł za inspektorem.
-To chyba wszystko. Jakby pani sobie jednak coś przypomniała proszę- podałam jej wizytówkę.-zadzwonić.
Kobieta zabrała wizytówkę i wyszła z pokoju. Wyłączyłam dyktafon i wyszłam.
-Jedziesz do szpitala- stwierdził twrdo Adam.
-Nie trzeba. Wszystko jest okey- odpowiedział.
-Ty nam tu niedługo zemdlejesz. A blady jesteś jak ściana. Jedziemy- warknął w odpowiedzi.
-Szefie mówię ci nic mi nie jest.
-To już lekarz stwierdzi. Idziemy.
****

Kolejna część za nami, a ja przepraszam za to opóźnienie w notce.

Nowy zakręt cz. 1

***

-No to opowiadaj jak było- zaczęła Basia, kiedy już usiadłyśmy w kawiarni.
-Takie ciekawe jesteście?- zapytała Zuzia.
-Podać coś?- zapytał kelner podchodząc.
-Trzy Latte machito- odpowiedziała Basia.
-To wszystko?
-Jeden sernik na zimno- dodałam.
-I wz-u- dodała Zuzia.
Mężczyzna kiwnął głową i odszedł.
-Zaprosił mnie do kina i do Lucynki na obiad. Dziś też jesteśmy umówieni- opowiedziała Ostrowska.
-Na co poszliście do kina?- zapytałam ciekawie.
-Wiki! Co wy takie ciekawe?
-My byliśmy z Markiem na ,,Oto on”. Nawet, nawet- wtrąciła się Basia, popijając dopiero co przyniesioną kawę.
-Też byłam na tym ze Szczepanem. Bardzo fajna komedia. A Wiki jak tam między tobą a Arkiem?
-A co ma być? Jesteśmy przyjaciómi.
-Przestań. Każdy zauważył jak Arek na ciebie patrzy- dodała Basia i zadzwonił jej telefon.-To już możemy zakończyć nasze spotkanie. Adam dzwoni.

***

,,-Córeczko ja ci mówię nie musisz wyjeżdżać- nalegała dalej mama.”
Od samego rana był drążony temat wyjazdu Inki. Niestety moja siostra nawet po wiadomości aresztowania Rafała upierała się przy swoim. Inka powiedziała, że chce zacząć nowe życie we Francji. Wiadomość od Adama przyjąłem z ulgą, że mogę wykręcić się od wszystkiego. Szkoda, że dworzec główny jest niedaleko. Wysiadłem z samochodu i podeszłem do Adama i dziewczyn.
-Cześć. Co mamy?- zapytałem.
-Głowę w plecaku- mruknęła niewyraźnie Wiktoria.- Znaleziono ją w pociągu.
-Nikt na dworcu nie widział nic podejrzanego- dodała blada Zuzia.
-Aż tak źle?- zapytałem.
-Ażebyś wiedział- mruknęła Basia wypijając całą wodę z plastikowego kubeczka.
-Na plecaku, panie komisarzu, nie ma żadnych odcisków palców- zameldował Szczepan.
-Nie wiemy kto to?- zapytał Zawada.
-Mamy, przecież tylko głowę- mruknęła Wiktoria.
-Jutro się tym zajmiemy. Macie wolne- powiedział Adam.
-Dzięki Adam- rzuciła Wiktoria.- Ciesz się Marek, że tego nie widziałeś.
-Wiki,  Zuzia wracamy do spotkania?- zapytała Baśka.
-A jakby inaczej?- zasmiala się Mazur.
-Jedziemy teraz na obiad, Basiu- zaprotestowałem.

***

Następnego dnia od rana praca wrała. Nie mieliśmy kompletnie nic. Nie wiedzieliśmy nawet kto to jest. Głowa była zbyt zmasakrowana, żeby mógł ją ktokolwiek rozpoznać.
A do tego nowy prokuratorek nas popędza.
-Mam go serdecznie dość- warknął Adam wchodząc.
-Co tym razem zrobił?- zapytał Marek odkrywając wzrok od telefonu.
-Co chwila pyta się jak nam idzie. Do wieczora chce mieć raport na biurku.
-Na razie nie mamy nic- mruknęła Zuzia.
-Panie komisarzu, kurka, mamy problem- do kanciapy wszędł zdenerwowany Szczepan.
-No co jest Szczepan?
-Kolejna głowa przyjechała pociągiem. Tamta z Wrocławia ta z Krakowa.
-Jakaś plaga?- zapytałam.
-Baśka i Marek pojedziecie do Maxa po analizę. Może będzie DNA. My pojedziemy do drugiej główki.
Basia i Marekszybko wyszli z kanciapy. Ejj ja też tak chcę. 
-Arek, kiedy wraca?- zapytał Adam, zakładając kurtkę.
Szczepan i Zuzia już wyszli. Mam nadzieję, że będą zgodną parą.
-Za tydzień idzie na zdjęcie tych szyn. Potem czeka rehabilitacja.
-Chodź już. Głowa czeka.

***

-Cześć Max masz coś?- zapytała Basia.
-Błagam powiedz, że tak- poprosiłem.
-Niestety nie. Tylko tyle, że to chyba była egzekucja- odpowiedział patolog.
-Mamy pocisk?- zapytałem.
Max podszedł do stolika i podał pocisk.
-Kaliber 8- wyjaśnił.
-Jakiś trop- mruknąłem.
-Chodźmy już- poprosiła Basia odwracając się do wyjścia.
-Cześć Max.

***

-Tym razem się machnął, albo ktoś przed nami dotknął plecaka- relacjonował jeden z techników.
-Mamy odciski?- zapytał zdziwiony Adam.
-I to dość wyraźny.
-Przepytaliśmy ludzi z pociągu. Aż do wybuchu paniki nikt nic nie zauważył- dodała Zuzia podchodząc.
-Zabezpieczcie ten odcisk, a my wracamy na komendę.
-Szefie, kurka, czy z Zuzią możemy się wcześniej zwolnić?-zapytał Szczepan.
Zuzia oblała się rumieńcem. Jutro nam powie jak było na randce.
Adam zasmial się.
-Idźcie. Tylko jutro trzeźwi macie być.

***

Z Baśką wróciliśmy do kanciapy. Wcześniej nie obyło się bez małej kłótni z Dumiczem. Jezu jak ja go nie lubię.
-Cześć Arek, wracasz już do pracy?- wyciągnęła mnie z letargu Basia.
-Wróciłem wczoraj. Co będę siedzieć w domu jak można pracować- wyjaśnił wstając zza biurka.- Cześć Marek.
-Cześć. Skoro wracasz powiem ci co mamy w sprawie.
-No to opowiadaj- Arek usiadł na swoim krześle.
-Głowa w plecaku w pociągu. Kraków i Wrocław.
-Ślady?
-Pocisk- dodała Basia stawiając mu herbatę na biurku.
-Dzięki- mruknął popijając napój.
Storosz podała i mi kawę, a swoją postawiła na biurku.
-Mamy też nowego prokuratora. Mogłeś jeszcze w domu posiedzieć- wyjaśniłem sytuację siadając za swoim biurkiem.
-Basiu masz akta?- do kanciapy wszedł Dumicz odrywając wzrok od akt.- Arek?!
-Jacek?
-A mówiłes, że się już nie spotkamy. Pracujesz tutaj? Wcześniej cię  nie spotkałem.
-Widzisz urlop zdrowotny- Arek zdrową ręką wskazał na lewą.- Czyli szafa się na mnie przewróciła.
-To masz Basiu te akta?
Storosz podała dokumenty prokuratorowi. Dumicz kiwnął głową.
-Nigdy go nie lubiłem- mruknął Arek.
-Tym razem się machnął. Mamy odciski- do kanciapy wszedł Adam.- Cześć Arek. Już się rwiesz do pracy?
-Jak widać. Gdzie Wiki?
-W laboratorium. Mamy odcisk palca na drugim plecaku głowy.

Zabójcza prawdaa cz.7

Zabójcza prawda cz.7
***

Wszystko było nie tak. Recydywista. Skoro kłóciły się o chłopaka to znaczy, że był ktoś trzeci. Tylko kto? Za dużo tych znaków zapytania. Spojrzałem na telefon, gdzie migała niebieska dioda. Podniosłem go. Jedna wiadomość od Marka.”Wpadniemy dzisiaj do ciebie ze Szczepanem”.
Pięknie. Toś się Arek urządził, nie ma co.
Nie pasowało mi coś jeszcze. Czemu ojciec jest taki miły? Nigdy jeszcze nie uległ matce. I gdzie podział się Wojtek? Rodzice będę chcieli nas pogodzić, jak nic. Albo jest jeszcze inny powód.

***

-Górska powiedziała, że szło o chłopaka. Nie znała ani imienia ani nazwiska- wyjaśniła Wiktoria, kiedy byliśmy już wszyscy.
-Jakiś trop- mruknął Adam biorąc ode mnie kubek gorącej kawy.
-Sporządziłam również jego portret pamięciowy. Jagna widziała go raz w życiu- dodała Wiki.
-Pokaż.
Mazur podała mu kartkę z wizerunkiem najprawdopodobniej podejrzanego. Napiłam się łyka herbaty.
-Może to być morderca- zauważyłam.
-Szczepan prześlij to do wszystkich patroli- rozkazał Adam.
-Już przesłane. Nowy prokuratorek to zrobił- powiedziała Zuzia.
-Głodny jestem może pójdziemy do Lucynki?- zapytał Marek.
Właściwie to chciałam porozmawiać z Markiem już rano. Co go tak męczyło? Czy coś się stało?
-Idźcie ze Szczepanem. My dojdziemy później- powiedział Adam wchodząc do kantorku.
-I tak nie jestem na razie głodna- mruknęła Zuzia.
-Ee tam. Zuzka czym ty się przyjmujesz?- próbowałam coś rzucić by oderwać myśli od Szczepana.

***

-Myślisz, że Arek pomoże?- zapytał Szczepan, kiedy wysiedliśmy przed barek.
-Arek ma dobre pomysły.
Weszliśmy do środka. Błaszczyk siedział przy naszym ulubionym stoliku. Kiedy nas zobaczył kiwnął głową. Usiedliśmy obok niego.
-Cześć- przywitał się.
-Nie martw się nie wygadamy się Wiktorii- od razu zastrzegłem.
-O co wieści się rozchodzą?
-Musisz nam pomóc.
Arek, aż z wrażenie zakrztusił się herbatą, którą właśnie pił.
-Ja? W czym?- wydusił z siebie.
-Pierwszy Szczepan- rzuciłem.
-Nie ty Marek- odpowiedział speszony Szczepan.
-Ważniejszą masz sprawę.
-Nie właśnie, że ty.
Arek uniósł brew. To chyba naprawdę musiało komicznie wyglądać.
-Uzgodnijcie między sobą, a potem mówcie- poprosił.
-Dobra to ja pierwszy- poddałem się.- Nie znasz Leny, byłem z nią zanim zacząłeś tu pracować. Zerwała ze mną w lipcu. Teraz okazało się, że mam z nią córkę. Ja nie wiem co robić.
-Jak mam być szczery to sam nie wiem. Napewno musisz spotykać się z córką. Druga sprawa?
Szczepan udawał, że nie usłyszał wypowiedzi Arka. Wstał i poszedł zamówić u Lucynki obiad.
-O co mu chodzi?- zapytał Błaszczyk.
-Sam ci powie. Jak się czujesz?
Arek przewrócił oczami.
-Już każdy się mnie o to pytał. Teraz lepiej. Byłem w szpitalu. Pamiętajcie, że nie lubię lekarzy.
Szczepan wrócił do stolika z miską zupy.
-To o co wieści się rozchodzą?- zagadnął go Arek.
Lucynka przyniosła i mi zupę. Podziękowałem i szturchnąłem Szczepana.
-Ty tylko herbatę?- zapytał Żołoda, a ja prawie wybuchłem niepohamowanym śmiechem.
-Wystarczy. To o co chodzi?- Arek delikatnie pochylił się nad stolikiem.
-Bo powiem za ciebie- zagroziłem chociaż nawet nie wiedziałem o co chodzi.
-Spodobała mi się Zuzia- przełamał się.
-I nie wiesz, gdzie ją zaprosić na pierwszą randkę- zgadłem.
-Dokładnie- przyznał się.
-Najlepiej kino i romantyczna kolacja w knajpce. I wystarczy-odpowiedział, po czym dodał.- Katarinie wystarczyło.
-I coś od siebie. I randka marzeń gotowa- dodałem.- Musimy to opić. Arek?
-Nie mogę. Leki z antybiotykami plus alkohol to zła mieszkanka. A wy nie jesteście na służbie?
-Dumicz by się wściekł- dodał Szczepan.
-Dumicz?- Arek zmarszczył czoło.
-Prokurator Jacek Dumicz, okropny typek- dodałem.-Ciesz się, że nie pracujesz.
Arek spojrzał na zegarek.
-To do zobaczenia za miesiąc do dwóch.
-Jedziesz gdzieś?- zapytałem.
-Do rodziców, odpocząć.
Szczepan podał mu kurtkę.
-Nie jestem kaleką- mruknął wstając.
Chyba zakręciło mu się w głowie, bo szybko usiadł.
-Cześć chłopaki- przywitałam się Zuzia dosiadając się. Zaraz doszła  Basia.
-Cześć Arek- przywitała się z nim Baśka, a mnie pocałowała w policzek.
-Nie powinneś w domu siedzieć?- zapytała go Zuzka.
-Zaraz idę- wydusił i zbladł.
Zuzia dotknęła jego głowy.
-Masz gorączkę, wszystko okey?- zapytała.
-Odwiozę cię- zaoferowałem się i pomogłem mu wstać.
-Nie już lepiej. Przejdę się- Arek wyprostował się.
-Jeszcze zasłabniesz po drodze i co? Marek cię odwiezie- zaprotestowała Zuzia.
-Nie jestem kaleką- warknął.- To było tylko chwilowe.
-Na pewno?- zapytałem dla pewności.
-Na pewno. Szczepan pamiętaj. Cześć.
Arek wyszedł z barku. Ja usiadłem na swoim miejscu. Zuzia i Basia wymieniły zaniepokojone spojrzenia. -On jest dorosły wie co robi- uspokoiłem je.

***

-Adam zgadnij kogo prewencja zgarnęła- do kantorku zajrzała Wiktoria.
-No kogo?
-Faceta z portetu. Dumicz już go wziął w obroty. Chodź.
Wyszliśmy z kanciapy. Faktycznie w pokoji zwierzeń siedział mężczyzna z portretu.
-Paweł Szemoński lat 23 diler narkotyków, współpracownik Rafała Francuma- wyrecytowała Mazur.
-Francum nasz stary znajomy-mruknąłem wchodząc do środka.
-Czy to ty zamordowałeś Darię Sosnowczyk?- zapytałem opierając się o lustro.
-Nie ja- Rafał. Daria zobaczyła o jeden moment za dużo i podpisała nad sobą krzyżyk- zasmial się.
-Jaki moment?- zapytał prokurator.
-A co robi mafia? Masz odpowiedź. Nikogo nie sypnę. Chcę adwokata.
-A Lotta?
-Za dużo wiedziała.

***

-Tato ja naprawdę już nie mam siły- rozplakalam się.- On mmie od jakiegoś czasu nachodzi.
-A ja mam dobry pomysł, decyzja należy tylko do ciebie. Mój kolega chce wynająć dom w Paryżu jest nauczycielem w jednej szkole.
-Miałabym wyjechać?- zawahałam się.
Chyba jednak to byłaby dobra decyzja. Uwolniłabym się od tego wszystkiego. Zostawiłabym tylko rodzinę, bo przyjaciół już tu nie mam.
-Po maturze byłoby najlepiej- westchnęłam podchodząc do okna.
-Nie wcześniej- zastrzegł tata.

***

-Kiedy ja jej mam to niby powiedzieć?- zapytał zdenerwowany Szczepan, kiedy byliśmy sami w kanciapie.
-Teraz. Grają właśnie w kinach ,,Oto on”. Komedia romantyczna. Możesz zabrać Zuzię- odpowiedziałem.- Do boju Szczepan. Zuzia nadchodzi.
Faktycznie chwilę potem do kanciapy weszła Zuzia, siadając za swoim biurkiem.
-A co to za konspiracja?- zapytała.
-Do boju- szepnąłem do Żałody wychodząc.

Zabójcza prawda cz.6

***

-Lotta Grabarczyk została zastrzelona. Sprawca najprawdopodobniej użył tłumika. Co może łączyć te dwa zabójstwa?- zapytał wujek zza swojego biurka.
-No to dlatego nic nie usłyszeliśmy- stwierdziła Zuzia.
Ostrowska nie mogła sobie przebaczyć takiego zaniedbania. Uderzyło w nią to głęboko. Oczywiście nie tylko w nią. To było czyste zaniedbanie.
-Wiktoria, a ty co o tym sądzisz?- zapytał mnie wujek.
Oparłam się o oparcie kanapy i westchnęłam. Nie mamy kompletnie nic, a skoro Lotta nie żyje to musiała coś wiedzieć.
-Może rodzina?- rzuciłam.
-Rodzice obu dziewczyn nic nie wiedzą- ostudził mnie Adam.
-Przyjaciele?- zgadła Basia.
-Jedynie kłótnie z Jagną- tym razem odpowiedział Marek.
Włączyłam wyświetlacz telefonu. Jedna wiadomość od Arka. Z duszą na ramieniu otworzyłam wiadomość. ,,Możesz do mnie podjechać jak będziesz mieć wolny czas? To nie jest rozmowa na telefon.”
-Wujku muszę wyjść po wodę do sklepu. Zaraz będę- schowałam telefon do kieszeni i wstałam.
-Idź. Oprócz sprawy chce wam coś jeszcze powiedzieć. Prokurator Wiśniewską przenieśli. Dostaliście nowego prokuratora.
Wyszłam z gabinetu. Co się mogło stać? Wbiegłam do kanciapy i stanęłam jak wryta.
-Przepraszam, a pan do kogo?- zapytałam przystojnego bruneta w okularach o zielonym spojrzeniu, ubranego w garnitur.
-Jacek Dumicz, jestem nowym prokuratorem- przedstawił  się.
-Wiktoria Mazur, przepraszam śpieszę się- zakończyłam rozmowę i założyłam kurtkę.- Do widzenia.
Wyszłam z kanciapy. Co się stało? Co mogło być tak pilnego?
Wsiadłam do samochodu. Próbowałam odpalić silnik, jednak nic się nie działo.
-Cholera jasna- warknęłam wysiadając.
Wróciłam do komendy. Poproszę Marka o pożyczenie samochodu. Weszłam do gabinetu wujka.
-Marek możesz pożyczyć samochód? Mój się popsuł.
Brodecki podał mi klucze od srebnej toyoty i wycofałam się z gabinetu. Wybiegłam z komendy i wsiadłam do toyoty. Na szczęście nie było żadnych korków, więc szybko dojechałam pod właściwą kamienice. Zaparkowałam i pobiegłam do klatki. Chwila jaki to był numer? A tak 70. Arek po chwili wpuścił mnie do klatki. Wbiegłam na drugie piętro. Uspokoiłam gonitwę myśli i spojrzałam na odpowiednie drzwi.
-Nie sądziłem, że tak szybko przyjedziesz- powiedział Arek.
-Jezu chcesz bym na zawał zeszła?
-Wchodzisz?- zapytał przepuszczając mnie. Weszłam do mieszkania.
Usiadłam na kanapie, a Arek w fotelu. No dobra o co mu chodzi? Z byle jakiego powodu, by mnie nie prosił.
-Od razu przejdę do sedna sprawy. Skoro Daria i Lotta nie żyją szukajcie wśród byłych przyjaciół.
-Co masz na myśli?
-Jagna musiała być kiedyś ich przyjaciółką. Skoro ostatnio się kłóciły to musi o nich dużo wiedzieć.
-Może masz rację. Nie rozumiem tej sprawy.
Arek wstał z fotela i usiadł obok mnie.
-Będę ci pomagał. Porozmawiam z Adamem bym mógł pracować chociaż przy papierkach. Ja tu niedługo zwariuje.
Zaśmiałam się. Przy Arku nabrałam trochę pozytywnej energii.
-Lekarz, przecież kazał ci odpoczywać.
-No napewno będę odpoczywać. Ale w pracy.
-Nie, siedzisz w domu- odpowiedziałam rozkazująco.-Dzięki za wskazówkę.
Arek kiwnął głową.
-Zawsze do usług. Leć już. Jakby co napiszę już SMS.
-Nie musisz mnie już odprowadzać. Do wieczora.
-Cześć.

***

Przejrzałam całą bazę danych i nic. Kompletne nic. Ani jednego podejrzanego. Z bezsilności opadłam na oparcie fotela.
-Baśka ściągnij na komendę Jagnę Górską- do kanciapy weszła Wiktoria szybko zdejmując kurtkę.
-A co się stało?- zapytałam wybierając odpowiedni numer.
-Byłam u Arka. Dał mi taką wskazówkę.
-A jak on się czuje?
-Wczoraj było lepiej lekarz dał mu środki przeciwbólowe zapisał leki, a dzisiaj to trochę gorzej. Fakt dałam mu rano leki, ale niestety żebra dokuczają.
-Wpadnę dzisiaj do niego.
-Dzwoń lepiej- uśmiechnęła się siadając za biurkiem.

***

Całość trzeba złożyć w jedną logiczną całość. Jagna na pewno coś wie. ,,Prawda okaże się zabójcą”. Za dużo myślę jednak, ale skoro już mnie uziemili w domu muszę choć trochę pomóc. Ktoś zapukał. Czyżby Wiktoria czegoś zapomniała? Powoli wstałem z kanapy. Da się wściec z tymi żebrami. Otworzyłem drzwi i stanąłem jak sparaliżowany.
-Co wy tu robicie? Wchodźcie- wpuściłem rodziców do środka.
Przeszli do salonu, a ja za nimi. Jakie kłamastwo im tym razem wcisnąć?
-Dziecko drogie coś ty robił?- zapytała mnie mama lustrując od stóp do głów. Postanowiłem nie siadać, wtedy bardziej dokuczają niż kiedy stoję. Nos złamany jeszcze nie nastawiony, żeber nie widać choć obite, łuk brwiowy rozcięty, ręka złamana, a przez żebra kuleje. Można powiedzieć, że znów szafa na mnie spadła.
-Szafa się na mnie przewróciła- skłamałem.
-Ale, że aż tak? Mam dobry pomysł. Jedź z nami do Głoskowa, trochę odpoczniesz od pracy i się wykurujesz.
-Marysiu to nie jest dobry pomysł- wtrącił się mój ojciec.
-Też tak sądzę- odpowiedziałem.
Musiałem jednak usiąść. Nie zamierzam wracać do domu. Koniec kropka, amen.
-To również jego dom. Synku proszę cię.
Nie miałem dłużej siły się kłócić. Cały pokład energii, który ostatnio zbierałem skończył się. Może dobrze mi to zrobi?
-Będzie robił to co chce. Do niczego nie możesz go zmusić- rzucił ojciec wstając z fotela.
-Synku zrobisz co będziesz chciał, ale ja cię proszę- poprosiła mama.
Westchnąłem. Jednak żebra szybko zaprotestowały. Skrzywiłem się z bólu. Ja się zabije.
-Dobra. Jak prosisz- poddałem się.
-To ojciec przyjedzie dzisiaj wieczorem po ciebie. Prawda Franek?
-Prawda, prawda- odpowiedział niechętnie ojciec.
-Spakuj się. Odpoczniesz na wsi. Chodź Franek idziemy.
Mama wstała z fotela. Rodzice wyszli z mieszkania. Porwałem się z motyką na słońce jak nic.
-I na coś ty Arek się zgodził?

***

-Inka ja nie zamierzam się spotykać z ojcem!- krzyknął na mnie z Marek, aż kilku policjantów popatrzyło na nas ze strachem.
-To się jeszcze okaże wiesz o tym!-ja również na niego krzyknęłam.- Powinneś również spotkać się z Patrycją.
-Ciebie też przeciągnęła  na swoją stronę?
-Dla dobra Krzysia myślę logicznie i tak by było dobrze dla niego. A kłótnie z Patrycją  powodują, że nie wie co robić.
Miałam powoli dość Marka i Patrycji. Niech pomyślą o Krzysiu. Zachowują się jak dzieci w piaskownicy.
-Może masz rację- westchnął poddając się.
-Pomyśl o Krzysiu.
-Dobra leć już. Nie wiem co bym bez ciebie zrobił.
-Krzyś nadal byłby zdezorientowany w całej tej sytuacji, a mama sama by cię błagała aż do śmierci. Cześć tato.
Marek odwrócił się. Zorientuje się, że to ukartowałam? Oby nie. To musi być genialny plan
-Ukartowałaś to- stwierdził sucho.
Cholera nie udało się. Zamknę się na noc w pokoju dla bezpieczeństwa.

***

-Jak to nie wiesz co robić?- zapytałam zdzwiona, kiedy Zuzia powiedziała mi że coś czuje do Szczepana. Wiktoria, by się przydała. Niestety poszła przesłuchać Jagnę Górską.
-Nie wiem poprostu. Przeliterować? Jak ty to powiedziałaś Markowi?
Spłonęłam rumieńcem. Wszystko mu wykrzyczałam. I to z powagą, a potem uciekałam.
-Ja mu wykrzyczałam. Prosto w oczy.
-Nigdy mi nie mówiłaś.
Do kanciapy weszła zadowolona i rozpromieniona Wiktoria.
-O czym rozmawiacie? Mam nadzieję, że się nie kłócicie jak Marek ze swoim ojcem- zapytała siadając za swoim biurkiem.
-Ojciec Marka tu jest?- zapytałam zszokowana. Marek nigdy nie mówił o swoim ojcu. Podobno wyjechał do Niemiec siedemnaście lat temu. Więc co tutaj robi? Inka. Ona wymyśliła to spotkanie. Mogę się o to założyć.
-Czego się dowiedziałaś od Górskiej?- zapytałam.
-Lotta i Daria ostatnio często się kłóciły. Szło o chłopaka. Recydywista. Obie chciały z nim być jednak on długo się nimi bawił.
-Za co był karany?- zadała pytanie Zuzia.
-Za kradzieże i rozbój.
-Idę już do domu. Osiemnasta. Dziewczyny widzimy się jutro. Miłego weekendu- rzuciła Zuzia zakładając kremowy płaszcz. Potem wyszła z wydziału.
-Adam już wyszedł, Szczepan i Marek też. Czas i na nas- powiedziała Wiktoria zakładając czerwoną kurtkę.
-Masz rację. Jedziemy do Arka, nie?- zapytałam również się ubierając.
-A Marek nie będzie zazdrosny?
-Chyba nie.

***

Spotkanie, które  zorganizowała Inka jednak nie było głupotą. Pogodziłem się z ojcem choć nie wybaczyłem mu wszystkiego. Napewno tego, że nas zostawił. Wyszedłem z domu. Musiałem się przejść. Kręciłem się wokół domu już piętnaście minut. Dobra decyzja czy nie?
-Cześć Marek- podeszła do mnie Lena.
Co ona tu robiła? Zniknęła w lipcu zrywając ze mną.
-Cześć- burknąłem.
-Chciałabym porozmawiać. Może chodźmy do kawiarni tutaj obok?
-Dobrze.

***

-Cześć- przywitałam się z Arkiem, kiedy z Wiktorią przekroczyliśmy próg mieszkania kamienicy na Woli.
-Cześć- odpowiedział zaprowadzając nas do salonu. Wiktoria zniknęła w kuchni, a ja usiadłam w fotelu.
-Jak się czujesz?- zapytałam, a Wiktoria przyniosła trzy herbaty.
Postawiła je na stoliku i usiadła naprzeciw mnie. Arek zajął miejsce na kanapie.
-Jakby mnie traktor przejechał- mruknął.- I to trzy razy.
Mazur podała mu herbatę.
-Dzięki. Jutro jadę do swoich rodziców. Byli dzisiaj u mnie.
-Do Wrocławia?- zapytała pani aspirant.
-Do Głoskowa.

****
Rozdział dedykowany dla Kingi. 100 lat

 Strona 1 z 7  1  2  3  4  5 » ...  Ostatnia »